Jak być matką i nie zwariować, czyli tata też jest ważny!

Zachodzisz w ciążę, cieszysz się bardzo. Tak samo cieszy się partner, w końcu chcieliście mieć potomka i staraliście się o niego. Ciąża to piękny czas, wyjątkowy czas dla kobiety. Ja będąc w ciąży czułam się wyjątkowo. Ludzie jakoś tak bardziej przyjaźnie patrzą na ciebie na ulicy, w pracy chuchają na ciebie i dmuchają, czujesz się traktowana lepiej niż inni. Mówią, że ciąża, że te 9 miesięcy to czas, który… powinno się poświęcić na przemyślenie sobie naszych wyobrażeń na temat późniejszego macierzyństwa, na przygotowanie się psychiczne do nowej roli. Dotyczy to zarówno przyszłej mamy, jak i przyszłego taty.

IMG_20170325_163505136
Najlepiej u tatusia na kolanach!

Poród to jedno wielkie BUM. To taka granica, po przekroczeniu której już nic nie będzie takie samo. Urodzenie dziecka wszystko zmienia. Wywraca nasze dotychczasowe życie, poukładane, stabilne życie, do góry nogami. O tym, że pierwsze dziecko zmienia wszystko pisałam już tutaj, tutaj, tutaj i tutaj (fragmenty książki „Pierwsze dziecko zmienia wszystko”, którą mogę gorąco polecić wszystkim młodym mamom).
Jednak z perspektywy czasu mogę powiedzieć z pełną świadomością – warto przygotować się do tej roli.

Przed pojawieniem się na świecie naszej córeczki byłam bardzo poukładaną kobietą. Stabilna, pełna wyzwań praca, czas na rozwijanie swoich pasji, czas na języki obce, dokształcanie się, czas dla siebie, czas na spotkania towarzyskie, na sport. Po porodzie wszystko się zmienia. Z dnia na dzień. Pryska jak bańka mydlana. Kobieta wpada w wir pracy przy dziecku, które płacze, ma kolki, pobudki co 2-3 godziny, potrzebuje non stop  uwagi matki. Uwagi matki i ojca. Jeśli ktoś myśli, że noworodek i młode niemowlę tylko śpi i je, to chyba mam w domu jakiś wyjątek 🙂 ale o tym innym razem.

„Dawne, pewne siebie kobiety robiące karierę, po cichutku zamieniają się w milczące kury domowe. Czy polega to na braku poczucia własnej wartości? W rzeczy samej, większość kobiet w początkowym okresie spędzonym z dzieckiem znajduje się w swego rodzaju próżni. Życie zawodowe, dające dawniej wiele satysfakcji i poczucia własnej wartości, umknęło gdzieś w siną dal, a możliwość czerpania sił z poczucia bycia dobrą matką jeszcze nie została odnaleziona. Trzeba też przyznać, że trudno jest budować nową świadomość jedynie na fakcie funkcjonowania w charakterze osoby żywiącej i opiekującej się dzieckiem.”

Bardzo często w takich sytuacjach pojawia się baby blues. Kiedy kobieta jest przytoczona zmianami, jakie właśnie zaszły. Dopiero co urodziła dziecko, nie ma chwili, aby odpocząć po porodzie, żeby poukładać sobie to wszystko w głowie, a już musi zająć się dzieckiem. Mało tego, już musi poświęcić mu maksymalnie dużą ilość czasu. A także posprzątać, ugotować obiad, przygotować męża do pracy, ogarnąć pranie. I dbać o siebie, bo przecież każdy mąż czy partner chce mieć zadbaną kobietę. Dodatkowo kobieta znajdując się w takiej sytuacji bardzo często zaczyna się obwiniać, że jest złą matką, że dziecko płacze a ona nie wie dlaczego. Mnie osobiście bardzo zmartwił fakt, że nie udało mi się karmić Małej piersią przez dłuższy czas. Niby mówi się, że po narodzinach dziecka pojawia się instynkt macierzyński. Ale nie każda kobieta czuje go od razu. Ba, są takie, które nie czują go w ogóle. Nie wiem do dnia dzisiejszego, czy go w pełni już czuję, a córeczka ma pół roku.

Potrafi być gorzej, jeśli kobieta zostaje sama z dzieckiem bądź towarzyszy jej mąż, partner, lecz nie „garnie” się do opieki nad dzieckiem w równym bądź zbliżonym stopniu. Kobieta w takiej sytuacji jest bardzo obciążona codzienną opieką nad maleństwem. Fizycznie może mniej, ale bardziej psychicznie. Bez wsparcia, dodatkowo kiedy instynkt macierzyński nadal się nie pojawia, ona wpada w coraz większy dół. Zmęczona i zrezygnowana, przestaje dbać o samą siebie, czasem nie ma siły nawet iść pod prysznic, albo nie pozwala jej na to dziecko, które budzi się akurat jak odkręca wodę w łazience. Zdarzają się sytuacje, kiedy zajmuje się dzieckiem cały czas, pomimo tego, że partner wraca z pracy i jest w domu. Nie ma chwili, dosłownie chwili dla siebie, pomijając już fakt, że musiała zapomnieć o czasie na sport, hobby i rozwój zawodowy, spotkania z koleżankami. W takich momentach wybawieniem jest nawet głupie wyjście do sklepu po bułki. Pozwala to na chwilę psychicznego odpoczynku od myśli, które kręcą się wokół dziecka. Nie trzeba chyba dodawać, że zmęczona kobieta to wkurzona kobieta. Jeśli nie ma pomocy ze strony najbliższych, odciążenia psychicznego i fizycznego, nietrudno już na przykład o głębsze konflikty w związku. Trzeba czasem pomyśleć o sobie. Wyjść z domu, a zamiast torby z akcesoriami dla dziecka zabrać swoją własną torebkę.

„Przemęczonym, załamującym się pod ciężarem macierzyństwa matkom może pomóc następujące podejście: trzeba na chwilę usiąść i wyklarować sobie samej: nie ty wyłącznie odpowiadasz za szczęście swego dziecka. Błądzisz, sądząc, że jesteś w stanie przez 24 godziny na dobę odpowiadać na wszystkie sygnały wysyłane przez dziecko. Nikt nie jest w stanie samotnie sprostać wszystkim wymaganiom małego dziecka. Dążenie do tego rodzi niepotrzebną frustrację. Wyczuwając to, dziecko staje się jeszcze bardziej niespokojne, co potęguje frustrację matki i koło się zamyka. Jedynym wyjściem jest stan, w którym matka jest zadowolona z siebie i ze swoich dokonań, nawet jeśli są one odległe od wypieszczonego i wychuchanego ideału.”

Z perspektywy czasu mogę śmiało powiedzieć, że w takiej sytuacji chwila dla siebie to naprawdę wybawienie. Połowa sukcesu, jeśli partner jest chętny do zajęcia się dzieckiem z własnej woli. Na przykład wstać do dziecka co X (trzecią, piątą) noc, przejmować dziecko w weekendy albo przejąć je czasem po powrocie z pracy. Albo chociaż godzinę dziennie. Jeśli nie jest chętny do współpracy i wykręca się na przykład tym, że rano musi wstać do pracy, lub tym że jest zmęczony, to niestety nie dorósł do roli ojca. Kobieta będąc na „urlopie” macierzyńskim musi pracować przez 24 godziny na dobę. Też jej się należy odpoczynek psychiczny.

Ciekawa jestem, ilu mężczyzn przeżyłoby konieczność kompleksowego zajmowania się dzieckiem przez chociażby cały weekend, gdyby miało dodatkowo zrobić pranie, ugotować dwudaniowy obiad i posprzątać dom. A do tego uśmiechać się i pachnieć. W związku z tym warto uzgodnić kwestie podziału opieki nad dzieckiem jeszcze przed jego narodzinami. Po wielkim BUM (porodzie) już możecie nie mieć na to czasu.

Jak Waszym zdaniem powinna wyglądać pomoc ojca przy dziecku?

Reklamy

11 thoughts on “Jak być matką i nie zwariować, czyli tata też jest ważny!

  1. Odpowiedz na ostatnie pytanie już gdzieś w sieci widziałam – ojciec nie ma POMAGAĆ matce w domu/przy dziecku. Ma WSPÓŁDZIELIĆ obowiązki, bo tak samo jest za rodzinę odpowiedzialny.
    I nie, kobieta w domu nic nie MUSI. Kobieta nie jest niewolnikiem, żeby MUSIEĆ swemu mężczyźnie zrobić kanapki. Kobieta MOŻE jeśli CHCE. A jeśli czuje że musi to chyba warto przemyśleć całą relację, bo to nie jest ok.
    Ja robię mojemu facetowi kanapki/śniadanie/piekę ciasto jesli mam na to ochotę. Jesli nie – bozia rączki dała – robi sobie sam. I mi też, jesli chce bądź go o to poproszę. To żadna fizyka kwantowa.
    Może czasem warto pomyśleć czemu takie sytuacje o jakich piszesz się pojawiają? Bo to tylko wierzchołek góry lodowej…

    Polubione przez 1 osoba

  2. Hej mam wspaniałego męża, gotuje, wstawia pranie, kąpie 9 miesiecznego syna, potem pilnuje 7 letniego przy kąpieli, sprząta, gotuje ,czasem nawet podłoge umyje. I jeszcze dorabia bo z kasą wiadomo nigdy nie jest za dużo ;). Ja po 3 cesarce byłam zmasakrowana, mąż dał radę ze wszystkim. Pomocy nie mamy więc sami idziemy śmiało przez życie.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Myślę, że jest sporo racji w tym, co piszesz. Że to nie jest kwestia tego czy on chce czy nie. On musi, gdyż stając się ojcem otrzymuje ten obowiązek już do końca życia. Tylko w jaki sposób go uświadomić o tym? Zostawić dziecko pod opiekę na przykład na cały weekend? Stosować jakiś przekaz podprogowy? Czy może od razu postawić ultimatum?
    Dzieki za spostrzeżenia 🙂

    Polubienie

  4. Dziękuję za komentarz 🙂 Podziwiam! Na pewno to kwestia organizacji, ale i Twój mąż na pewno wie, że na przykład kontakt z dzieckiem jest bardzo ważny. Już pomijając tę świadomość, że Ty również potrzebujesz odpoczynku psychicznego. A kiedy on zajmuje się dziećmi Ty mu jakoś pomagasz? Czy „ulatniasz” się do swoich spraw? Wybacz, że tak pytam ale nadal jestem na etapie „ogarniania” tego – Natalka ma pół roku.

    Polubienie

  5. A powiem szczerze że różnie to jest, on się zajmuje to ja dom ogarniam lub na odwrót ;)ja też rzadko wychodzę sama np.jutro idę na 18 do teatru 😉 sama on zostaje z dwójką. Staram się ten swój wolny czas spędzić tak jak lubie :). Powoli wszystko ogarniecie, są dnie lepsze i gorsze ;), tylko się nie spinajcie za bardzo ze wszystkim na luzie bo inaczej się wykończycie. Czasem może być nie posprzatane lub pozmywane ;),

    Polubione przez 1 osoba

  6. S może piszsc bloga powinnaś napisac troche o sobie. Lubie czytajac bloga wiedziec wiecej o osobie go piszacej. Gdzie prscowalas jak poznalas Męża.itd?

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s