Prosty i szybki obiad z kaszą bulgur w roli głównej

Szybki obiad dla całej rodziny, również dla malucha w wieku dziewięciu i pół miesiąca? Kasza bulgur z vermicelli w roli głównej z warzywami sezonowymi – cukinia i pomidor. Jedzenie z miseczki Młodej znikało tak szybko, że nie zdążyłam zrobić jej zdjęcia. Poprosiła o drugi talerzyk i zjadła cały! Byłam zszokowana. Chyba jej smakowało. I dobrze! Bo kasza jest bardzo zdrowa. A jeśli robimy na obiad kaszę bulgur, którą gotuje się bardzo prosto, to jest to przepis idealny.

Składniki (3 osoby):
– dwie szklanki kaszy bulgur (ja miałam akurat taką z vermicelli)
– trzy średnie cukinie
– jedna duża cebula
– trzy łyżki koncentratu pomidorowego
– 4 pomidory (lub puszka pomidorów krojonych)
– olej
– suszone warzywa (zamiast vegety/innych niezdrowych przypraw)
– sól himalajska

Jak ugotować kaszę bulgur? Wszystko zależy od tego, jak gruba jest kasza. Jeśli ma dużą frakcję, wrzucamy 2 szklanki kaszy do 3 szklanek wody i gotujemy przez 8 minut. Drobniejszą kaszę (w moim przypadku) wystarczy zalać trzema szklankami wrzącej wody i zostawić pod przykryciem na 15 minut, by kasza wchłonęła wodę. Należy pamiętać, że kasza bulgur zawsze będzie trochę twarda (coś jak „al dente”) i nie trzeba się tym przejmować.

Ugotowaną kaszę bulgur zostawiamy pod przykryciem. Na patelni podsmażamy cebulę pokrojoną dość grubo, dodajemy cukinię pokrojoną w niewielkie kosteczki, dodajemy puszkę pomidorów lub pokrojone pomidory, koncentrat, jedną łyżkę suszonych warzyw oraz łyżeczkę soli himalajskiej. Można trochę podlać wodą i przykryć, by cukinia mogła zmięknąć.

Na talerzu łączymy kaszę z warzywami i podajemy. Smacznego!

Reklamy

Placuszki a la pancakes z mąki ryżowej

Cześć! Chciałabym się z Wami podzielić moim najnowszym odkryciem – wiem, wiem… pancakes wszyscy znają. Wstyd się przyznać, ale ja dopiero niedawno przygotowałam je po raz pierwszy sama. Ale te moje nie były jak tradycyjne pankejki. Użyłam mąki ryżowej i tortowej, a to bardzo drobne rodzaje mąki, stąd też moje naleśniki nie wyszły puszyste. Co mogę powiedzieć – były pyszne! Zajadał się nimi mąż, zajadała się nimi Młoda, no i ja też.

Oto przepis:
– szklanka mąki – wymieszałam mąkę tortową (ok. 60%) z mąką ryżową (ok. 40%) – użyłam dużej szklanki ok. 300ml.
– szklanka mleka (300ml), można użyć krowiego, można użyć roślinnego (jeśli ciasto jest zbyt lejące się można dodać mąki)
– półtorej łyżeczki proszku do pieczenia
– dwie łyżki cukru
– łyżeczka aromatu waniliowego lub innego aromatu
– dwie łyżki oleju

Połączyć składniki suche, następnie połączyć je z mokrymi. Wymieszać aż powstanie gładka masa (ja nie używałam blendera, wykorzystałam do mieszania końcówkę do białek, ale mieszałam ręcznie). Smażyć bez tłuszczu lub na niewielkiej ilości oleju na patelni do naleśników.

IMG_20170709_205415-01

IMG_20170709_204345-01

Podać z dowolnym dodatkiem – dżem, rodzynki, cynamon, syrop klonowy. Smacznego!

Makaron razowy z brokułami i ciecierzycą

Dziś mam dla was przepis na pyszne, proste fit danie. Macie ochotę na zdrowy pełnoziarnisty makaron z brokułami i ciecierzycą? Szybki obiad, bez konieczności wcześniejszego gotowania brokułów! A jaki smaczny…

Makaron razowy z brokułami i ciecierzycą

Składniki (porcja na 2-3 osoby):

500g brokułów
1 szkl. ugotowanej ciecierzycy (lub z puszki)
40 dag razowego makaronu,
4 drobno posiekane ząbki czosnku,
1/2 łyżeczki posiekanego chilli lub 2 szczypty chilli w proszku,
pół szklanki wody
1/4 szkl. oliwy
sól

Na rozgrzanej oliwie (ja użyłam oleju) podsmażyć czosnek i chilli. Dodać podzielony na drobne różyczki brokuł. Posolić, dolać pół szklanki wody, przykryć i dusić tyle, żeby brokuł pozostał jędrny. dodać cieciorkę i podgrzać ją przez kilka minut. Ugotować makaron. Wymieszać razem z brokułami.

Smacznego!

Jak powstały niupki czyli historia nazwy bloga z kocykiem w tle 

Niupki. Z czym wam się kojarzą? Niektórym z czymś małym. Niektórym z czymś miękkim. A niektórym z czymś mniej przyjemnym. Niektórym ze stopami, niektórym z…  sutkami, a jeszcze innym – z karmieniem piersią (tak, przed założeniem bloga zrobiłam wnikliwy research :)).

Dziś chciałabym powiedzieć wam, skąd w ogóle wzięły się niupki i dlaczego właśnie tak nazwałam swojego bloga. Inspiracją do tego wpisu był też śliczny kocyk od Name Me 🙂 Natalce bardzo się podoba.

Każdy kto mnie dobrze zna to wie, że jestem szaloną osobą. Jeśli mam dobry humor to z reguły mam głupkowaty humor. Czyli wymyślam sobie nowe słowa, potrafię śmiać się z niczego, tarzając się po podłodze, a każda nowa rzecz, o której pomyślę, powoduje we mnie jeszcze większe rozbawienie. Tak, lepiej sobie tego nie wyobrażajcie :-). Po kilku minutach śmiechu potrafię śmiać się nawet ze sposobu i tonu własnego śmiechu…

Właśnie podczas jednej z takich chwil powstały niupki. A właściwie najpierw powstał jeden niupek. Mając głupkowaty humor wymyślałam ksywki dla mojego (jeszcze wtedy nie -) męża. Jeszcze zanim urodziła się Natalka. Szukałam jakiejś pieszczotliwej nazwy dla niego (och, tak bardzo go wtedy kochałam ;)), no i znalazłam. Sama nie wiem, z jakich słów wyszedł „niupek”, ale spodobało mi się to słowo od samego początku. Skojarzyło mi się z czymś słodkim, miękkim, przytulnym.

Następnie zaczęłam nazywać nas „niupki”. Właśnie byliśmy na etapie zakładania rodziny. Wraz z wymyśleniem dla męża ksywki „niupek” i kiedy zaczęłam nazywać naszą trójkę (Nati jeszcze w brzuchu) „niupkami” poczułam, że jesteśmy naprawdę taką małą, trzyosobową rodziną. I że trzymamy się razem i będziemy trzymać się razem. Bo niupki trzymają się razem :).

Później, kiedy urodziła się Natalka, również została małym niupkiem. Słowo „niupek” pojawiło się nawet w jej metryczce (Nati jest również znana jako „Dziuba” i „Piękności”), która teraz wisi nad jej łóżeczkiem. Później zaczęłam utożsamiać niupki ze stópkami. Takimi malutkimi mięciutkimi stopami małego dzidziusia. Tak, kompletnie się zakochałam w małych stopkach mojego dziecka.

A kiedy w głowie zaczynałam mieć założenie bloga wiedziałam od pierwszego momentu, że nazwę go „niupki” (mimo, że mógł to być strzał w kolano, bo nazwa raczej ciężka do wymówienia i przywodząca na myśl różne skojarzenia) a logo będzie przedstawiało dwie małe stópki. I ten pomysł zrealizowałam.

Stópki kojarzą mi się właśnie z moim Małym niupkiem. No i kiedy zobaczyłam, że Name Me ma w ofercie kocyki ze wzorem podobnym do naszego logo bloga, a do tego w kontrastowych, wręcz skandynawskich kolorach, stwierdziłam, że Natalka musi go mieć. Kocyk jest prześliczny. Z jednej strony jest biało czarny z kontrastami (co dzieci uwielbiają), a z drugiej ma miły dresowy materiał. Kocyk nie jest gruby, idealnie sprawdzi się na tę porę roku, do okrycia dziecka wieczorem na dworze lub jako alternatywa dla grubszej kołderki na noc do snu. Już przetestowany – Małej bardzo przypasował. No i – jest personalizowany! Jej i tylko jej! Ta pamiątka zostanie jej na zawsze 🙂

Właściwie to uwielbiam fakt, że Natalka ma sporo kocyków. Ostatnio od teściowej dostała dwa, robione na szydełku. A zanim się urodziła, teściowa zrobiła jej śliczny kocyk z kolorowymi kwiatami, również na szydełku. Jednak na tę porę roku i  z uwagi na fakt, że u nas w mieszkaniu jest duszno i ciepło (wieczorem temperatura przy otwartym oknie sięga nawet do 23, kiedy na dworze jest chłodno), myślę, że najlepiej sprawdzi się kocyk od Name Me.

Ale o kocykach dla dzieci na pewno się jeszcze wypowiem.

A Wam z czym kojarzy się nazwa „niupki”? 🙂

Super mama to ja! 10 powodów, dlaczego uważam, że jestem dobrą mamą 

Cześć! Dziś dość nietypowy wpis. W ramach akcji #supermama organizowanej przez Troskliwą Mamę zostałam nominowana do opisania, dlaczego uważam, że jestem super mamą. Mam nadzieję, że Wam się spodoba! 🙂 Zastrzegam, że Mała ma dopiero 7 miesięcy, więc ciężko mówić mi o sposobach wychowywania czy nawiązywania głębszych relacji – to się dopiero za niedługo zacznie.

1. Kocham moje dziecko ponad wszystko. Jest to bezwarunkowa miłość i nawet jeśli mnie kiedyś skrzywdzi w jakikolwiek sposób, moja miłość do niej się nie skończy.

2. Tęsknię za nią kilka razy dziennie, nawet gdy w ciągu dnia (czasem) przesypia dłużej niż 2 godziny, to czasami nie mogę się doczekać, aż znów wezmę ją w moje ramiona. Teraz, gdy chodzi do żłobka, to uczucie jest jeszcze silniejsze.

3. Poświęciłam się dla Niej. Poświęciłam w jakimś stopniu moją karierę, moją figurę, część mojego życia towarzyskiego. Czy żałuję? Nie! Macierzyństwo to jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie mogą się przydarzyć w życiu.

4. Najlepiej wiem, czego jej właśnie potrzeba. Podświadomie potrafię odróżnić rodzaje płaczu, kiedy jest głodna czy śpiąca, ja po prostu to wiem, czuję to. Żadna babcia czy ciocia, czy nawet tata, tego nie potrafią.

5. Wstaję do niej w nocy. Och tak. Mogłabym wyegzekwować częstsze wstawanie do niej u tatusia, ale lubię wiedzieć, że jest wszystko w porządku (w końcu tatuś nie zajmie się nią tak dobrze jak ja ;-)). Czasem jest to kilka pobudek na godzinę, a czasem (znacznie rzadziej) jedna, dwie w ciągu nocy. Daje nam ostro popalić, zwłaszcza teraz, gdy przechodzimy skok rozwojowy oraz wychodzą dwa ząbki naraz. Ale i tak myślę, że trafił nam się bardzo nietypowy i ciężki egzemplarz. 😉

6. Chcę dla niej dobrze. Jest moja małą perełką, moim malutkim szczęściem i będę jej zawsze kibicować i wspierać ją w jej decyzjach. Dawać wolną wolę wyboru, jeśli będę widziała, że jest na tyle dojrzała, by zadecydować o poważniejszych kwestiach.

7. Jestem świadomym rodzicem. Nie karmię jej tym, co może jej zaszkodzić teraz i w przyszłości (czasami skutki złego żywienia wychodzą po latach). Wybieram dla niej właściwe zabawki. Nie pozwolę jej zjeść tony cukru w soczkach, kaszkach i czekoladkach.

8. Nie wyobrażam sobie, by miało jej nie być. Nawet kiedy przejmuje ją mąż, a ja mam chwilę dla siebie, to i tak co chwilę przychodzę do nich, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku. A jak jestem sama, myślę o niej co chwilę.

9. Nie wychowam jej na życiową kalekę. Dlaczego o tym piszę? Uważam, że jest to dobra rzecz i właściwe podejście. Obserwując świat i ludzi odnoszę wrażenie, że wiele dzieci chowanych jest na maminsynków i mamincórki. Spanie z dzieckiem w jednym łóżku do ósmego roku życia, nie pozwalanie na usamodzielnienie się na przykład na koloniach lub zielonej szkole, niechęć do uczenia dziecka, jak samemu zrobić sobie kanapki czy ugotować coś prostego, czy posprzątania swojego pokoju. Mała nie będzie życiową kaleką. I liczę na to, że mąż pomoże mi w wychowaniu jej na samodzielną, silną kobietę, która na pewno poradzi sobie w życiu niezależnie od sytuacji.

10. Mały bonus – dlaczego uważam, że mój mąż jest Super Tatą? Ponieważ Nati go kocha. Ubóstwia go nad życie. Mimo że nie spędzają ze sobą aż tak dużo czasu jak ja z Małą, to jak ona tylko go widzi, momentalnie na jej buzi pojawia się szeroki uśmiech. To najpiękniejszy widok, jaki może istnieć dla Mamy – widok kochającej się rodziny.

Chciałabym do zabawy nominować Zwykłą Matkęę, savoringlifeblog  i Matkę Hrabiny.

16251332_10155063261318856_1922325324_o

Zasady zabawy – opublikuj wpis na swoim blogu podając 10 powodów, dlaczego uważasz, że jesteś super mamą. Może to być w jakiejkolwiek formie 🙂 Wspomnij we wpisie o tym, kto jest organizatorem konkursu (Troskliwa Mama) oraz kto cię nominował, a także nominuj trzy osoby. Oczywiście w zabawie może wziąć też udział osoba nienominowana. Miłej zabawy!

O diecie dr Dąbrowskiej – trzeci tydzień za mną – relacja i podsumowanie całego postu 

18 kwietnia 2017 roku postanowiłam rozpocząć post dr Dąbrowskiej. O założeniach tej „diety” można przeczytać tutaj. Postanowiłam co tydzień spisywać moje wrażenia, spostrzeżenia, efekty, przykładowe dania, które jadłam.

Link do podsumowania pierwszego i drugiego tygodnia:

8 maja minął trzeci tydzień diety. Jest to również mój ostatni tydzień diety na ten moment, podjadłam trochę pyszności z niedzielnego stołu i muszę zakończyć post.

Co jadłam?

jabłka

gotowana kiszona kapusta

gotowane brokuły i kalafior oprószone solą himalajską

pomidory ze szczypiorkiem

sałatka z kapusty pekińskiej w różnych wariacjach

pieczone jabłka z cynamonem

+ potrawy z poprzednich tygodni

do picia: świeżo wyciskany sok z marchewki (rozcieńczany), sok z ogórka, jabłka i imbiru (firmy Marwit), woda, czystek, woda z ogórków kiszonych i kapusty kiszonej

(na zdjęciu potrawa z wychodzenia z diety – owsianka z daktylami, siemieniem lnianym, nasionami chia – na mleku sojowym)

Waga

Utrata wagi po dwóch tygodniach: -5,1 kg

Po 17 dniu +0,3 kg , po 18 dniu -1,0 kg, po 21 dniach -1,4kg.

Łącznie od początku postu: – 7,2kg

Samopoczucie

Nie czułam głodu ani pustki w organizmie. Wbrew pozorom czuję się świetnie! Mniej „napompowana” – miałam takie uczucie kiedy jadłam sporo chleba, mięsa, tłuszczu. Nogi stały się zdecydowanie bardziej smukłe, nie wiem, czy nie będę musiała teraz wymienić szafy na rozmiar mniejszy 🙂 Skóra miękka, gładka, widać, że oczyściła się z toksyn.

Kolejny post planuję pod koniec września, akurat kiedy Natalka skończy roczek. Mam nadzieję, że tym razem uda mi się zrobić pełne sześć tygodni. Czy żałuję, że teraz mi się nie udało? Nie. Plusów postu jest tyle, że w końcu czuję się zdrowsza i mogę patrzeć na siebie w lustrze. Tego potrzebowałam – po latach śmieciowego jedzenia, po ciąży, po porodzie i połogu. Teraz tylko należy wychodzenie przeprowadzić prawidłowo, a utracona waga nie powinna wrócić.

Przemyślenia

Wiem, że się powtarzam, ale będę to powtarzać – warto odżywiać się zdrowo. Ludzie, którzy narzekają na bóle brzucha, głowy, powinni zamiast wziąć tabletkę przeciwbólową, pomyśleć, jakie są przyczyny tych bólów. Myślę, że w dużej mierze mogą one wynikać z nieprawidłowego sposobu odżywiania się. Dużo tłuszczu? Pustych węglowodanów? Gotowych produktów, gdzie w składzie na pierwszym miejscu jest cukier? Jasne pieczywo z mąki przemielonej kilkaset razy tak, że nie posiada ona żadnych wartości odżywczych i działa tylko jako zapychacz? Pisałam już o tym w poprzednich wpisach, ale powtórzę: jesteś tym, co jesz.

Mój organizm jest aktualnie na tyle wyczyszczony, że mogę zacząć zdrowe odżywianie i tego właśnie chciałam. Post był właśnie dla mnie takim wstępem do rozpoczęcia zdrowego odżywiania. Polecam wszystkim 🙂

IMG_20170513_081816-01

Przeczytane polecane  – kwiecień 

Ten wpis to początek comiesięcznej serii „Przeczytane polecane”, czyli zbiór ciekawych wpisów na blogach, które przykuły moją uwagę.

Wpis o… kupie zabawy. O ukochanych pieskach i ich właścicielach, którzy po nich NIE sprzątają. Szkoda nawet komentować. Kiedy stopniał śnieg na trawnikach pod naszym blokiem pojawiły się psie miny… Nawet i kilkanaście obok siebie. Dlaczego takich problemów nie ma na przykład w Anglii czy Włoszech? I jak tu puścić dziecko na trawkę na przykład w parku?

Coś, co mnie bardzo poruszyło – artykuł o byciu biernym rodzicem, siedzącym non stop w telefonie czy komputerze. Znacie to? Naprawdę sprawdzenie fejsa czy instagrama jest ważniejsze niż zabawa z własnym dzieckiem? Rodzicu, spędź trochę czasu ze swoim dzieckiem! Aktywnie! Ja teraz to bardzo odczuwam, od kiedy Mała chodzi do żłobka. Nie mam jej przez kilka godzin i już jak oddaję ją rano do żłobka to zaczynam od razu za nią tęsknić.

O utrudnieniach w miejscach publicznych dla kobiet z wózkami i dziećmi. Sama się z tym spotkałam. Będąc na spacerze z Małą i chcąc wpaść na chwilę do piekarni po chleb – nie mogłam. W jednej piekarni próg był tak wysoki, że nie dałoby się swobodnie wjechać tam wózkiem, a do drugiej piekarni prowadziły schody bez „szyn” dla wózków.

Pozycja MUST READ dla każdego przyszłego i obecnego rodzica malutkiego dziecka – o skokach rozwojowych niemowląt do ukończenia pierwszego roku życia. Mała aktualnie przechodzi właśnie skok – przez co mamy do czynienia z nieprzespanymi nocami.

Jeśli czytacie bloga regularnie to wiecie, że przechodzę osobistą metamorfozę – jestem na poście dr Dąbrowskiej. I aktualnie mam bzika na punkcie zdrowego żywienia – zamierzam je na dobre wprowadzić po zakończeniu postu. Stąd też ostatnio sporo o tym czytam. Kilka ciekawych artykułów:

// Autor zdjęcia – Maria Pons

Kasza jęczmienna z kawałkami łososia – zdrowy obiadek dla niemowlaka

Z uwagi na to, że aktualnie jestem na poście dr Dąbrowskiej, w mojej głowie non stop siedzą myśli o zdrowym odżywianiu – prostym, z jak najmniejszą ilością niezdrowych tłuszczy, bez zbędnych cukrów. Powoli przymierzam się też chyba do kuchni wegańskiej/wegetariańskiej. O takie zdrowe żywienie postanowiłam zadbać dla całej rodziny, nie tylko dla siebie. Więcej ryb, kasz, warzyw, zdrowych zamienników, mniej słodyczy, a jeśli już to naturalne domowe, a nie kupne, mniej białej mąki.

Ten przepis powstał również dlatego, że Mała nienawidzi obiadków ze słoiczka. Pluje nimi i bardzo niechętnie je. A świeże, domowe dania? Sama otwiera buzię po więcej! A dzisiejszym obiadem była wręcz zachwycona. Przygotowałam łososia pieczonego w piekarniku na maśle z warzywami i kaszą jęczmienną. Oto przepis:

Składniki

kawałek łososia (pamiętaj, by wyjąć ości)

kilka cienkich plasterków cukinii (nieobranej ze skórki)

pieprz

2 łyżeczki masła ekstra

kilka kropel soku z cytryny

kilka łyżek kaszy jęczmiennej

Wykonanie

Kaszę jęczmienną płuczemy w wodzie, gotujemy na wodzie w proporcji 1:3.

Niewielkie naczynie żaroodporne smarujemy masłem. Kładziemy tam umytego i obranego z ości łososia (ja nie usuwałam skóry). Plasterki cukinii kroimy na pół, kładziemy na łososia. Posypujemy pieprzem i skrapiamy sokiem z cytryny. Pozostałe ze smarowania naczynia masło dodajemy na łososia (w małych drobinkach). Pieczemy w 200 stopniach przez 30 minut, na górze piekarnika, z funkcją termoobiegu. Ja piekłam w piekarniku z funkcją gotowania na parze. Łosoś będzie rozpływał się w ustach, a cukinia będzie miękka i dziecko sobie na pewno z nią poradzi.

Gdy łosoś z cukinią będzie gotowy mieszamy go z kaszą. Młodszym dzieciom można najpierw trochę zblendować kaszę i wtedy połączyć z łososiem.

A tutaj wersja obiadu dla męża:

Smacznego!

Zdrowa owsianka dla niemowlaka – z jabłkiem i daktylami 

Wstyd się przyznać, ale dobrodziejstwo owsianki odkryłam dopiero niedawno. Wcześniej owsianka kojarzyła mi się z rozgotowaną mazią bez smaku. A przecież do owsianki można dodać sporo różnych produktów, które uczynią ją bogatym, pełnowartościowym i smacznym posiłkiem! W owsiance zakochałam się, kiedy pierwszy raz przygotowałam ją mojemu dziecku na śniadanie. Podaję przepis, który oczywiście można dowolnie modyfikować, na przykład zamiast płatków ryżowych dodać jaglane, zamiast jabłka banana lub inny owoc – kombinacje dowolne. A jakie pyszne!

Składniki

300 ml wody

5 łyżek płatków owsianych

3 łyżki płatków ryżowych

Pół startego na grubych oczkach jabłka

3 daktyle suszone

Na wodzie gotujemy płatki owsiane i ryżowe wraz z pokrojonymi drobno daktylami. Dodajemy jabłko. Często mieszamy. Pozostawiamy do ostygnięcia.

Można zamiast wody dać mleko roślinne.  Jak owsianka ostygnie można w zależności od wieku dziecka dodać gotowe mleko modyfikowane. Podajemy łyżeczką (jeśli dziecko jest mniejsze można zblendować).

mofIMG_20170326_115945638-01-01

Smacznego!