Jak powstały niupki czyli historia nazwy bloga z kocykiem w tle 

Niupki. Z czym wam się kojarzą? Niektórym z czymś małym. Niektórym z czymś miękkim. A niektórym z czymś mniej przyjemnym. Niektórym ze stopami, niektórym z…  sutkami, a jeszcze innym – z karmieniem piersią (tak, przed założeniem bloga zrobiłam wnikliwy research :)).

Dziś chciałabym powiedzieć wam, skąd w ogóle wzięły się niupki i dlaczego właśnie tak nazwałam swojego bloga. Inspiracją do tego wpisu był też śliczny kocyk od Name Me 🙂 Natalce bardzo się podoba.

Każdy kto mnie dobrze zna to wie, że jestem szaloną osobą. Jeśli mam dobry humor to z reguły mam głupkowaty humor. Czyli wymyślam sobie nowe słowa, potrafię śmiać się z niczego, tarzając się po podłodze, a każda nowa rzecz, o której pomyślę, powoduje we mnie jeszcze większe rozbawienie. Tak, lepiej sobie tego nie wyobrażajcie :-). Po kilku minutach śmiechu potrafię śmiać się nawet ze sposobu i tonu własnego śmiechu…

Właśnie podczas jednej z takich chwil powstały niupki. A właściwie najpierw powstał jeden niupek. Mając głupkowaty humor wymyślałam ksywki dla mojego (jeszcze wtedy nie -) męża. Jeszcze zanim urodziła się Natalka. Szukałam jakiejś pieszczotliwej nazwy dla niego (och, tak bardzo go wtedy kochałam ;)), no i znalazłam. Sama nie wiem, z jakich słów wyszedł „niupek”, ale spodobało mi się to słowo od samego początku. Skojarzyło mi się z czymś słodkim, miękkim, przytulnym.

Następnie zaczęłam nazywać nas „niupki”. Właśnie byliśmy na etapie zakładania rodziny. Wraz z wymyśleniem dla męża ksywki „niupek” i kiedy zaczęłam nazywać naszą trójkę (Nati jeszcze w brzuchu) „niupkami” poczułam, że jesteśmy naprawdę taką małą, trzyosobową rodziną. I że trzymamy się razem i będziemy trzymać się razem. Bo niupki trzymają się razem :).

Później, kiedy urodziła się Natalka, również została małym niupkiem. Słowo „niupek” pojawiło się nawet w jej metryczce (Nati jest również znana jako „Dziuba” i „Piękności”), która teraz wisi nad jej łóżeczkiem. Później zaczęłam utożsamiać niupki ze stópkami. Takimi malutkimi mięciutkimi stopami małego dzidziusia. Tak, kompletnie się zakochałam w małych stopkach mojego dziecka.

A kiedy w głowie zaczynałam mieć założenie bloga wiedziałam od pierwszego momentu, że nazwę go „niupki” (mimo, że mógł to być strzał w kolano, bo nazwa raczej ciężka do wymówienia i przywodząca na myśl różne skojarzenia) a logo będzie przedstawiało dwie małe stópki. I ten pomysł zrealizowałam.

Stópki kojarzą mi się właśnie z moim Małym niupkiem. No i kiedy zobaczyłam, że Name Me ma w ofercie kocyki ze wzorem podobnym do naszego logo bloga, a do tego w kontrastowych, wręcz skandynawskich kolorach, stwierdziłam, że Natalka musi go mieć. Kocyk jest prześliczny. Z jednej strony jest biało czarny z kontrastami (co dzieci uwielbiają), a z drugiej ma miły dresowy materiał. Kocyk nie jest gruby, idealnie sprawdzi się na tę porę roku, do okrycia dziecka wieczorem na dworze lub jako alternatywa dla grubszej kołderki na noc do snu. Już przetestowany – Małej bardzo przypasował. No i – jest personalizowany! Jej i tylko jej! Ta pamiątka zostanie jej na zawsze 🙂

Właściwie to uwielbiam fakt, że Natalka ma sporo kocyków. Ostatnio od teściowej dostała dwa, robione na szydełku. A zanim się urodziła, teściowa zrobiła jej śliczny kocyk z kolorowymi kwiatami, również na szydełku. Jednak na tę porę roku i  z uwagi na fakt, że u nas w mieszkaniu jest duszno i ciepło (wieczorem temperatura przy otwartym oknie sięga nawet do 23, kiedy na dworze jest chłodno), myślę, że najlepiej sprawdzi się kocyk od Name Me.

Ale o kocykach dla dzieci na pewno się jeszcze wypowiem.

A Wam z czym kojarzy się nazwa „niupki”? 🙂

Jakich rzeczy NIE kupować dziecku – kilka rad na temat bezpiecznych gadżetów dla malucha 

Na pewno wielu ludzi zastanawia się, jaki prezent kupić dla nowonarodzonego członka bliższej lub dalszej rodziny. Jakie są najlepsze prezenty dla danej kategorii wiekowej? Niedługo o tym napiszę. Natomiast dziś będzie o tym, jakich prezentów nie kupować dla dziecka. Jest to wpis z kategorii świadomego rodzicielstwa – dla osób, którym zależy na zdrowiu swoich małych krewnych.

Przede wszystkim powinniśmy unikać zabawek i akcesoriów bez atestów, drewnianych ciężkich zabawek dla niemowląt, które jeszcze leżą, zabawek z ostrymi krawędziami, zabawek pomalowanych farbą nieznanego pochodzenia (na przykład drewniane zabawki, które można kupić na straganach w popularnych miejscach dla turystów). To takie podstawy. Co jeszcze jest ważne?

modIMG_20170326_130406-01

Foteliki samochodowe

Jeśli chcecie kupić na przykład fotelik samochodowy, bardzo ważne jest by sprawdzić, czy posiada on wymagane atesty oraz czy na przykład były na nim przeprowadzane crash testy oraz jak dany fotelik w takim teście sobie poradził. Warto znaleźć kilku producentów, których foteliki posiadają crash testy i wśród nich wybrać fotelik, który kupimy. Tutaj naprawdę ważna jest jakość! Fotelik za 100 złotych z dyskontu czy najtańszy fotelik z hipermarketu może i spełni swoją rolę, bo przewieziecie w nim dziecko, lecz nie będzie on bezpieczny. Czy naprawdę warto ryzykować zdrowiem i życiem dziecka?

Nosidełka

Nosidełka to bardzo popularny ostatnio trend. Super! Pomagają rodzicowi nawiązać kontakt z dzieckiem, wspomagają bliskość. Tylko niestety wiele osób nie zwraca uwagi na to, co kupuje. Pierwsza zasada – nie kupujmy wisiadeł – wybierzmy oryginalne nosidło ergonomiczne. Jaka jest różnica między jednym a drugim? Pokazuję na poniższym zdjęciu :

Lewa strona – dziecko w wisiadle // prawa strona – dziecko w nosidełku ergonomicznym

Jest różnica, prawda? Wisiadła poprzez swoją budowę sprawiają, że dziecko „siedzi” w sposób nienaturalny. Nogi zwisają bezwiednie, przez co ułożenie kości udowych i bioder również jest nienaturalne – i niestety taka pozycja przyczynia się do późniejszych problemów z biodrami, miednicą, krzywizną nóg. Należy wybierać nosidła, które pozwolą na amortyzację całych ud dziecka aż do kolan. Warto poświęcić dłuższą chwilę i przed zakupem upewnić się, że to co chcemy nabyć to nosidło, a nie wisiadło. Nie sugerujcie się tym, że oficjalna nazwa wisiadeł to „nosidła” – czego się nie robi, by sprzedać…

Bujaczki i huśtawki

Bujaczki są fajne. Można wsadzić w nie dziecko i mieć chwilę dla siebie, zrobić obiad podczas gdy ono pobawi się zabawkami na przyczepionym pałąku. I ja również go używam. Cały czas jest w domu teściów i nasza córka jest w nim karmiona lub bawi się zabawkami. ALE. Jest jedna bardzo ważna rzecz. A właściwie dwie. Pierwsza jest taka, że nie zaleca się, by dziecko przebywało w bujaczku dłużej niż pół godziny dziennie – dłużej, niż jest to naprawdę konieczne. (info od lekarza z poradni preluksacyjnej) Pozycja w bujaczku to pozycja nienaturalna dla dziecka, które jeszcze nie potrafi siedzieć samodzielnie. Druga sprawa jest taka, żeby wybierać taki  bujaczek czy huśtawkę, który ma możliwość rozłożenia się na płasko. To znacznie zdrowsza pozycja niż na przykład pod kątem 45 stopni. Bardziej naturalna i wygodna dla dziecka. Przykład z życia? Od pierwszych dni, nieświadoma tego, jakie konsekwencje może mieć dla dziecka nieprawidłowy bujaczek (wbrew pozorom z jednej z największych firm produkujących bujaczki i ogólnie zabawki), wsadzaliśmy do niego córeczkę na około dwie-trzy  godziny dziennie. Skutkiem była nabyta dysplazja jednego stawu biodrowego, z którą walczyliśmy trzy miesiące. Ile stresu się najadłam, ile nocy przepłakałam, bojąc się, że wada się nie cofnie. Naprawdę. Warto wybierać świadomie i doedukować się w tej kwestii. Jeszcze jedna mała kwestia. Nasz bujaczek miał też funkcję wibracji. Zastanawiam się, po co? Nam się ta funkcja kompletnie nie przydała.

Chodziki, skoczki

Tym zabawkom mówię zdecydowanie NIE. Być może kiedyś chodziki były bardzo popularne, ale one naprawdę nie przynoszą dziecku nic dobrego. Chodzić nie uczą na pewno. Natomiast krzywią nogi i nie tylko.

Wady tego urządzenia to spora wyliczanka (źrodło: mjakmama24.pl):

  • Przyspiesza chodzenie dziecka, które nie jest na to jeszcze gotowe. Chodzik przytrzymuje dziecko, nawet jeśli nie opanowało ono umiejętności utrzymania sylwetki w pionie. W rezultacie dziecko może mieć problemy z kręgosłupem i wadę postawy.
  • Ogranicza zdobywanie umiejętności samodzielnego chodzenia. Niezgrabne chodzenie jest normalnym etapem w rozwoju, przez który dziecko powinno przejść. Wtedy też zdobywa świadomość swojego ciała. Natomiast w chodziku zupełnie inaczej ocenia przestrzeń – odległości i wysokości. Poza tym nie widzi swoich stóp, więc nie jest świadome, co musi robić, by móc się poruszać.
  • Niebezpiecznie obciąża nóżki i miednicę. Podczas samodzielnego chodzenia trenowane są wszystkie mięśnie oraz równowaga; w chodziku zaś pracują głównie mięśnie nóg. Może to skutkować skracaniem mięśni i deformacją nóg.
  • Daje dziecku złudzenie, że umie chodzić.
  • Pozbawia dziecko doświadczenia upadków, więc nie uczy się ono ostrożności. Dziecko podczas samodzielnego chodzenia uczy się upadać w taki sposób, by nie zrobić sobie krzywdy, jak również uczy się podnosić z upadków.

Skoczki mają podobne skutki. Co więc wybrać zamiast wyżej wymienionych? Chodzik-pchacz w formie wózka dla lalek – Natalka dostała go jako prezent na chrzciny i muszę przyznać, że to jest jej jedna z najlepszych zabawek. Oczywiście poczeka, aż Mała zacznie siadać i wstanie. Coś innego? Chodzik – pchacz interaktywny – drewniany bądź plastikowy elektroniczny. Na pewno to się coś jest bezpieczniejsze od typowych chodzików i skoczków.

modIMG_20170317_133630

Co jeszcze moglibyście doradzić lub odradzić z akcesoriów dla dzieci? Chętnie poczytam!

Podsumowanie marca 

Az trudno uwierzyć, że nasza Mała ma już 6 miesięcy. No, prawie sześć i pół!

Co wydarzyło się u nas w marcu?

  • Zaczęliśmy używać spacerówki
  • Przez większość miesiąca główny dźwięk, jaki wydawała z siebie córka przypominał podnoszenie ciężarów i straszenie rozmówcy. Nigdy tego nie zapomnę 🙂
  • Zaczęła chętniej przewracać się na boki
  • Zaczęła się turlać z brzucha na plecy
  • Nadal brak ząbków
  • Nadal nie usiadła
  • Z końcem marca nadal ani razu nie obróciła się sama na brzuch
  • Zaczęliśmy na dobre przygodę z rozszerzeniem diety, skupiamy się głównie na BLW (ostatni hit – kostki z kaszy)
  • Wyklarowały się już pierwsze upodobania kulinarne: kocha ziemniaki i brokuły a resztą pluje. Uczymy się jeść kaszkę łyżeczką. Do przetestowania mamy m.in bataty, których ja również nigdy nie jadłam.
  • Czas kupić rozpinany sweterek na koszulki krótkim i czapeczkę od słońca!

blIMG_20170326_120722723-1-01

W marcu powstał też nasz blog. Jest to moja mała odskocznia od macierzyństwa, która pozwala mi pomyśleć o czymś innym niż tylko karmienie dziecka, usypianie, pieluchy. W tym miejscu chciałabym zaprosić wszystkich na bloga Troskliwej Mamy, mieszkającej w Wielkiej Brytanii mamy słodkiego chłopczyka, która założyła bloga z podobnych motywów.

A co się pojawiło na blogu?

Ile kosztuje dziecko? (0-6 miesięcy)

Mleko, pieluchy, szczepienia, zabawki, wyprawka, wózek, ubranka, leki, lekarze… Lista jest długa. Już kiedy zaszłam w ciążę, postanowiłam, że od samego początku będę sprawdzała, ile kosztuje nas utrzymanie dziecka. I choć bezpośrednio po narodzinach nie miałam głowy do notowania wszelkich wydatków, zrobiłam „małe” zbiorcze podsumowanie wydatków na dziecko z okresu od narodzin do ukończenia 6 miesiąca życia naszej Pierworodnej.

Po co liczyć wydatki na dziecko?

Dobre pytanie. Zapewne niektórzy rodzice nie sprawdzają wydatków, gdyż wiedzą, że dzieci to studnia bez dna i kwota łączna spędziłaby im sen z powiek. Ale ja jestem umysłem analitycznym. Lubię wiedzieć, ile na co wydaję i chociaż nie jestem żadnym freakiem, prowadzę orientacyjny budżet domowy. Myślę, że warto wiedzieć. Zobaczenie wszystkich wydatków na kartce pozwala w jakimś stopniu ocenić, czy dana rzecz była konieczna. Czy można było kupić coś taniej. Być może wybrać jakiś zamiennik. Nie mówię tu oczywiście, że żałuję pieniędzy wydanych na córki lekarzy, szczepienia i tym podobne.

Co otrzymaliśmy w prezencie

Choć staraliśmy się oszczędzać przy kompletowaniu wyprawki, myślę, że w pewnym momencie zaszaleliśmy. Poczułam potrzebę „wicia gniazda” (chyba każda kobieta w ciąży przechodzi taki etap :)). Mimo wszystko kupione produkty były wynikiem od A do Z porównywania cen w różnych sklepach, nierzadko polowaliśmy na promocje. Należy zaznaczyć, że bardzo wiele rzeczy otrzymaliśmy od znajomych i rodzin, które mają już dzieci: parę kartonów używanych ubranek rozmiarów 56-98, butelki, część smoczków do butelek, smoczki uspokajacze, niektóre zabawki, gryzaki, grzechotki, misia szumiącego, część pieluch, próbek płynów do prania, próbki kremów, maskotki.

Nowe vs. używane ubranka

Jeśli dopiero co dowiedzieliście się, że jesteście rodzicami, mogę śmiało doradzić – nie kupujcie zbyt wielu nowych ubranek dla dzieci – dzieci BARDZO szybko rosną, używane ubranka wcale nie są gorsze od nowych (a nawet lepsze, gdyż cała chemia i mocne barwniki są już trochę sprane), a zaoszczędzić można nawet do 70% ceny. Przykładowo – Natalka urodziła się o długości 50 centymetrów, w ciągu pół roku dotarła do 74/80. Za nami już trzy lub cztery wielkie kartony ubranek, z których wyrosła. No, ale dzisiaj nie o ubrankach. Wracajmy do tematu.

IMG_20170331_184600-01

Tak więc ile kosztuje dziecko?

Rzeczy, które tak naprawdę nie wliczają się do kosztów miesięcznego utrzymania dziecka, czyli wyprawka przed porodem, zaznaczyłam kolorem pomarańczowym.

Wygląda to następująco:

Wydatki łącznie  
Pozycja Wartość
Smoczki do butelek i smoczki uspokajacze 80 zł
Aspirator do nosa 37 zł
Zastawa do karmienia 52 zł
Wózek 2w1 1 550 zł
Nosidełko/fotelik samochodowy 0-9 kg 320 zł
Nosidełko ergonomiczne 160 zł
Na kolki 92 zł
Krzesełko do karmienia 50 zł
Płyn do mycia butelek 52 zł
Pieluchy 504 zł
Krem do pupy 60 zł
Chusteczki nawilżane 110 zł
Mleczko do prania 35 zł
Octenisept, sól fizjologiczna 36 zł
Kubek do mycia głowy 15 zł
Mleko modyfikowane 1 100 zł
Słoiczki 86 zł
Kaszki 45 zł
Ubrania razem 401 zł
Łóżeczko i akcesoria do łóżeczka 350 zł
Dywan, mata piankowa 160 zł
Oświetlenie – kulki cotton balls 149 zł
Zabawki interaktywne 110 zł
Probiotyki + wit D 180 zł
Na ząbkowanie 43 zł
Witamina C 52 zł
Na gorączkę 24 zł
Wizyty u lekarzy 440 zł
Szczepienia 1 300 zł
Organizacja chrzcin 1 300 zł

Razem wszystko: 8 893 zł 

Wyprawka: 2 944 zł

Nie licząc wyprawki: 5 949 zł

Miesięczne utrzymanie dziecka: 991,50 zł 

Jak widać, najwięcej pieniędzy wydaliśmy na mleko modyfikowane, szczepienia, wózek i organizację chrztu (która de facto się zwróciła poprzez prezenty od gości).

Nasza córka tylko przez pierwsze tygodnie była karmiona piersią, szybko zaczęła pić tylko mleko modyfikowane. Patrząc na tę tabelkę bardzo żałuję, że nie udało mi się karmić piersią dłużej (oczywiście nie chodzi tylko o względy finansowe).

Szczepienia – na pocieszenie mogę powiedzieć, że największy koszt ponosi się w pierwszych miesiącach życia dziecka. U nas szczepienia i tak kosztowały mało – postanowiliśmy szczepić podstawowymi szczepionkami z funduszu, a także dodać szczepionkę na rotawirusy i pneumokoki. Na pneumokoki będzie jeszcze jedna czy dwie dawki.

IMG_20170401_102645-01

Myślę, że za wyprawkę dla noworodka zapłaciliśmy relatywnie niewiele. O wiele więcej kosztuje miesięczne utrzymanie dziecka. Za niedługo opiszę z praktycznej strony,  co należy kupić dla dziecka, a co na pewno się nie przyda (to, co nam się nie przydało).

A wy robicie takie obliczenia? Chętnie poczytam, ile was kosztuje utrzymanie dziecka 🙂

Wieczorne przemyślenia na temat bycia mamą 

Kocham patrzeć jak śpi. Te malutkie usteczka, oczka, malutki nosek i paluszki…  Jest słodka. Zwłaszcza jak śpi bez smoczka.

Jak usypia uśmiechając się delikatnie. Kąciki ust powoli podnoszą się do góry. Znacie to, Mamy?

Momenty te bardzo rzadko można uchwycić aparatem. Bywa, że w takich chwilach po prostu stoimy z mężem nad łóżeczkiem i podziwiamy tę naszą pierworodną.

Skończyłam 6 miesięcy! A z włóczki babcia zrobi piękny kocyk.

Wczoraj skończyła sześć miesięcy. Można by pomyśleć „ale ten czas leci”. Hmm. Patrząc z boku, z perspektywy czasu, można powiedzieć, że to prawda. Natomiast przebywając z dzieckiem przez 24 godziny na dobę przez cały czas, ma się wrażenie, że ten czas po prostu stoi w miejscu. Czasem tak mi się duży kiedy jestem sama z córeczką w domu,  że co chwilę spoglądam na zegarek i odliczam minuty kiedy mąż wróci z pracy. Tak. Nie wiem, jakie doświadczenia mają inne mamy, ale przebywając cały czas w domu z dzieckiem mam poczucie, że czegoś mi brakuje.

Ach. Tak. Już wiem, czego. Chwili oddechu od karmienia, przebierania, śpiewania, usypiania, noszenia. Brakuje chwili dla siebie. Godziny w wannie z gorącą wodą i pianą. Zamknięcia się w pokoju z dużym kubkiem herbaty, możliwości wskoczenia do łóżka i poczytania jednej z kilkunastu książek, które czekają na swoją kolej. Brakuje po prostu możliwości czasami pomyślenia o czymś  innym niż malutkie dziecko.

W wieku 3-4 miesięcy

A wy macie podobne odczucia na ten temat? Czego wam brakuje z „poprzedniego” życia zanim narodziło się dziecko?